Przejdź do treści

To idealny czas na pobieranie sadzonek figowca – jak to zrobić w październiku

Osoba przycinająca figę w słoiku na drewnianym stole, otoczona doniczkami z roślinami.

Sąsiadowa figa znowu robiła swoje.

Duże, skórzaste liście żółkły ze zmęczenia, ostatnie owoce trzymały się kurczowo gałęzi, a pod spodem leżała mała kupka miękkich, rozgniecionych fig, których nikomu nie chciało się zebrać. Wyglądało to, szczerze mówiąc, trochę żałośnie. A jednak, gdy przycinała martwą gałąź wystającą ponad płot, uśmiechnęła się i powiedziała: „W październiku robię nowe drzewa”.

Nowe drzewa? Z tej półłysej, schyłkowej figi, gubiącej liście jak pokonany parasol? Zniknęła w szopie i wróciła z trzema krótkimi patyczkami, już podpisanymi markerem. „Sadzonki,” wzruszyła ramionami, jakby to było oczywiste. „Do przyszłego lata będą miały korzenie”.

Jej swobodny ton został mi w głowie. Ile ogrodów ukrywa teraz darmowe figowce - tylko dlatego, że nikt nie pomyślał, by w odpowiednim momencie odciąć gałązkę?

Dlaczego październik to (po cichu) sezon na sadzonki fig

Październik to moment, gdy figowiec zmienia nastrój. Wzrost zwalnia, soków jest mniej, a drzewo zaczyna odkładać energię na zimę. Z punktu widzenia ogrodnika to nie tylko sezonowa poezja. To idealne okno, by bez stresowania rośliny zamienić jedno drzewo w wiele.

Drewno, które tniesz w październiku, nie jest ani zbyt miękkie, ani całkiem zdrewniałe. Ten balans czyni je świetnym materiałem do ukorzeniania. Liście i tak zaraz opadną, więc sadzonka nie będzie tracić energii na utrzymanie „korony”. Zamiast tego może spokojnie skupić się na wypuszczaniu korzeni w doniczce, słoiku, a nawet bezpośrednio w gruncie.

Jest jeszcze jedna, cicha przewaga. Temperatury są niższe, ale gleba i powietrze wciąż trzymają resztki letniego ciepła. To łagodne ciepło wspiera rozwój korzeni bez ostrych wahań typowych dla środka lata. Nad ziemią drzewo hamuje, ale pod powierzchnią może zacząć dziać się coś nowego.

Wyobraź sobie mały miejski ogród z jedną, trochę zaniedbaną figą w narożnej rabacie. Właściciele wprowadzili się trzy lata temu, nie znali odmiany, nigdy jej nie przycinali i czasem nadeptywali spadłe owoce w drodze do śmietników. Pewnego października przychodzi znajomy, zerka na drzewo i prosi o „parę patyków”. Dziesięć minut później cztery proste, grubości ołówka pędy są ucięte, przycięte i wsadzone do doniczek na balkonie.

Przychodzi wiosna i na początku nic nie wygląda obiecująco. Doniczki są brązowe, trochę smutne, lekko zapomniane za pojemnikiem na recykling. Aż pewnego poranka w kwietniu na dwóch z nich pojawiają się maleńkie zielone pąki. W czerwcu rozwijają się świeże liście, wachlując przestrzeń i „zajmując teren”. Jedna sadzonka wraca w prezencie do pierwotnych właścicieli, druga trafia na taras kolegi na czwartym piętrze, gdzie łapie wieczorne światło nad hałaśliwą ulicą.

Tak wędrują figowce. Cicho, z rąk do rąk, często bez wielkiego planu. Nikt nie kupuje okazu za 200 zł w eleganckiej donicy. Po prostu dzieli się tym, co już jest - w październiku, kiedy drzewo potrafi oddać kawałek siebie bez protestu.

Za tym stoi bardzo prosta logika. W środku lata gałąź figi jest zajęta pompowaniem wody i cukrów do liści i owoców. Odetnij ją wtedy, a dostajesz sadzonkę, która jest ciągle spragniona i narażona na gnicie albo oparzenia słoneczne. Pod koniec zimy drewno bywa za zimne i zbyt uśpione - może stać obrażone w doniczce miesiącami, zanim w ogóle coś zrobi.

Październik to idealny punkt. Metabolizm drzewa zwalnia, mniej soków krąży w drewnie, a sadzonka nie „krwawi” i nie wysycha tak agresywnie. Tkanki dojrzały na tyle, by magazynować energię, która staje się paliwem dla wzrostu korzeni. Łapiesz figę między dwoma światami: jeszcze nie śpi, ale już nie jest w pełni obudzona.

Jest też czynnik psychologiczny. W październiku ogrodnicy nagle mają czas. Szaleństwo letniego podlewania mija, urlopy się kończą, a ogród sam prosi o porządki. Wciśnięcie dwudziestu minut na cięcie, podpisanie i doniczkowanie kilku sadzonek figi wydaje się wykonalne. Bądźmy szczerzy: nikt naprawdę nie robi tego codziennie.

Jak pobrać październikowe sadzonki figi, nie komplikując

Zacznij od drewna. Szukaj tegorocznych przyrostów, które właśnie zaczęły drewnieć - mniej więcej grubości ołówka, prostych i bez oznak chorób. Potnij je na odcinki około 15–20 cm, każdy z co najmniej trzema węzłami (te małe zgrubienia, gdzie były liście lub pąki). Zrób czyste cięcie na dole tuż pod węzłem i lekko skośne na górze, żeby było wiadomo, gdzie jest „góra”.

Usuń wszystkie pozostałe liście - nie chcesz, żeby sadzonka traciła wilgoć przez ulistnienie. Jeśli pędy mają jeszcze miękkie końcówki, skróć je, aż trafisz na twardsze drewno. Możesz zanurzyć podstawę w ukorzeniaczu, jeśli chcesz, ale figi są z natury hojne i często ukorzeniają się bez niego. Następnie wsuń sadzonki do doniczki wypełnionej lekką, przepuszczalną mieszanką: pół kompostu, pół piasku lub perlitu sprawdza się dobrze.

Zakop co najmniej dwa węzły pod powierzchnią, zostawiając jeden nad ziemią. Ugnieć podłoże, żeby sadzonki stały stabilnie i się nie chwiały. Podlej raz, żeby wszystko „usiadło”, a potem przestaw doniczkę w jasne, ale nie palące miejsce: chłodna szklarnia, nieogrzewana weranda albo przy osłoniętej ścianie. Od tej chwili magia jest powolna i niewidoczna.

Tu większość osób zaczyna się niepokoić. Podlewają za dużo, grzebią w sadzonkach, żeby „sprawdzić” korzenie, albo ciągle przestawiają doniczkę. Figi wolą spokojniejsze podejście. Po pierwszym podlaniu pozwól, by wierzch podłoża lekko przesychał między podlewaniami. Cel to ledwo wilgotno, nie stale mokro. Korzenie potrzebują tlenu równie mocno jak wody.

Częsty błąd to zbyt duża doniczka wypełniona ciężkim kompostem. Im większa donica, tym więcej trzyma wody i tym wolniej wysycha. Wtedy wkrada się zgnilizna. Wybierz skromny pojemnik i „oddychające” podłoże. Jeśli masz tendencję do zapominania, postaw doniczkę tam, gdzie przechodzisz codziennie. Jedno spojrzenie, szybki dotyk ziemi i wiesz, czy potrzeba łyka wody, czy tylko cierpliwości.

Kolejna pułapka to temperatura. Figi nie potrzebują tropikalnego ciepła, żeby ukorzenić się w październiku. Muszą tylko uniknąć silnego mrozu w pierwszych tygodniach, kiedy tworzy się kalus i drobne zawiązki korzeni. Prosta warstwa agrowłókniny w mroźne noce albo przysunięcie doniczki bliżej ściany domu często robi ogromną różnicę.

„Ludzie wyobrażają sobie rozmnażanie jako jakąś zaawansowaną naukę” - śmieje się doświadczony działkowiec z północnego Londynu. - „A z figami chodzi po prostu o życzliwość i timing. Utnij w odpowiednim momencie, nie utop ich i odejdź.”

Żeby mieć to jasno w głowie, gdy spróbujesz w domu, oto prosta lista kontrolna, którą możesz sobie zapisać:

  • Wybierz zdrowe, proste pędy grubości ołówka z tegorocznego przyrostu
  • Potnij odcinki 15–20 cm z trzema lub więcej węzłami
  • Usuń liście i posadź tak, by dwa węzły były pod ziemią
  • Użyj lekkiego, przepuszczalnego podłoża i niezbyt dużej doniczki
  • Utrzymuj ledwo wilgotno, trzymaj w osłonie i chroń przed silnym mrozem

Sadzonki figi mogą zmienić sposób, w jaki patrzysz na ogród

Jest coś cicho radykalnego w zamienianiu tego, co wygląda jak odpady z cięcia, w przyszłe drzewa. Stos odciętych gałązek na trawniku nagle staje się potencjalnym cieniem, owocem albo prezentem na czyjś pierwszy balkon. Gdy zrobisz to raz, już nigdy nie patrzysz na gałąź figi tak samo. Każdego października wzrok niemal automatycznie wyszukuje te proste, obiecujące odcinki.

Bardziej osobiście: rozmnażanie rozciąga twoje poczucie czasu. Nie reagujesz już tylko na to, czego ogród potrzebuje w tym tygodniu. Sadzasz historię, która rozwinie się przez lata, może dekady. Mała sadzonka ukorzeniona dziś w plastikowej doniczce może kiedyś być drzewem, po którym twoje dzieci będą pamiętać wspinanie, albo tym, które zrzuca owoce do rąk sąsiada, którego jeszcze nie znasz.

Każdy miał ten moment, gdy roślina od przyjaciela lub dziadków nagle zakwita i brzmi jak wiadomość z przeszłości. Sadzonki figi niosą podobny ładunek emocjonalny. Są żywym przypomnieniem, że nie wszystko trzeba kupować, zamawiać online albo robić w pośpiechu. Niektóre rzeczy można po prostu przekazać dalej - powoli, w październikowym świetle, które już przechyla się ku zimie - stojąc z sekatorem w dłoni i mglistą, pełną nadziei wizją przyszłego lata.

Kluczowy punkt Szczegół Korzyść dla czytelnika
Idealny moment Październik, gdy krążenie soków zwalnia, a drewno dojrzewa Maksymalizuje szanse przyjęcia się sadzonek
Prosta technika Sadzonki 15–20 cm, 2 węzły pod ziemią, lekkie podłoże Pozwala zacząć bez specjalistycznego sprzętu
Długofalowe myślenie Tworzenie drzew do dzielenia się i przenoszenia Zamienia zwykłe cięcie w życiowy projekt w ogrodzie

FAQ

  • Ile czasu potrzebują październikowe sadzonki figi, żeby się ukorzenić? Większość zacznie spokojnie tworzyć korzenie przez zimę, a widoczny nowy wzrost pojawi się wiosną - zwykle między marcem a majem.
  • Czy da się ukorzenić sadzonki z fig kupionych w supermarkecie? Nie - potrzebujesz zdrewniałego pędu z rosnącego figowca; sam owoc nie daje żywotnej sadzonki.
  • Lepiej ukorzeniać figę w wodzie czy w ziemi? Oba sposoby działają, ale lekka mieszanka ziemi daje silniejsze, bardziej odporne korzenie do późniejszego sadzenia w gruncie.
  • Czy potrzebuję szklarni na październikowe sadzonki figi? Nie - wystarczy osłonięte miejsce na zewnątrz lub nieogrzewana weranda, byle doniczka była chroniona przed silnym mrozem.
  • Kiedy mogę posadzić ukorzenioną sadzonkę figi do gruntu? Gdy ma już porządny system korzeniowy i wiosna na dobre się ustabilizuje - zwykle od późnej wiosny do wczesnego lata następnego roku.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz